poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Hełm pracownika, czy kask podróżnika?


Wg. danych Głównego Urzędu Statystycznego 9,7 wypadków w 2016 r. to urazy głowy.


Poprawna nazwa to hełm nie kask.
W Rozporządzeniu Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy (tekst jednolity Dz.U. z 2003 r.1 nr 69 poz. 1650.
W załączniku nr 2 Tabela nr 3 Rodzaje środków ochrony indywidualnej jest mowa o:
Środki ochrony głowy
hełmy ochronne,
hełmy ochronne z wyposażeniem dodatkowym.

W normie PN-EN 397 również mówi o Przemysłowych hełmach ochronnych.

W przepisach istotnych dla ochrony głowy po jednym razie pada sformułowanie kask. w Rozporządzeniach:
W Rozporządzeniu Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy (tekst jednolity Dz.U. z 2003 r.1 nr 69 poz. 1650 oraz w Rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 6 lutego 2003 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy podczas wykonywania robót budowlanych (Dz.U. z 2003 r. nr 47 poz. 401) w pozostałych wypadkach jest mowa w tych aktach prawnych o hełmach ochronnych.
Te dwa miejsca w tych aktach prawnych, gdzie zostało użyte słowo kask należy traktować raczej jako przypadkowe i omyłkowe, a nie celowe.

O kaskach jest również mowa w normie PN-EN 12492, która traktuje o Sprzęcie alpinistyczny -- Kaski dla alpinistów.

Z powyższego należy wnioskować, iż jeśli używamy sformułowania hełm mamy na myśli hełm przemysłowy, który należy używać jako środek ochrony indywidualnej w działalności zawodowej. Sformułowania kask należy w związku z  tym używać w kontekście ochrony głowy używanej w działalności sportowej, rekreacyjnej i turystycznej.

Kilka razy miałem zderzenie na dużych budowach z osobami z managementu, dumnie noszącego wypaśne kaski (lekkie, z fajnym designem) gdzie cieśle, zbrojarze czy inni pracownicy fizyczni z zazdrością patrzyli i myśleli pewnie ten to ma fajny kask i fajnie było by w takim pracować bo jest lekki i nie poci się głowa bo ma taką dużą wentylację. No i tu często było zderzenie z rzeczywistością kiedy pytałem takiego managera gdzie będzie łoij (w żargonie wspinaczkowym wspinał się na ścianę), niektórzy nawet wiedzieli o czym mówię innym musiałem tłumaczyć, iż maja kask alpinistyczny, a nie hełm ochronny do pracy na budowie. Na jednej budowie nawet próbował mnie przekonywać jeden z behapowców inwestora, że przecież podobne testy przechodzą to tak samo są bezpieczne. Choć to w jaki sposób to mówił, to mam wrażenie, że mówił to bo czuł że musi tłumaczyć  pracownika inwestora, któremu zwróciłem uwagę właśnie na nieodpowiednia ochronę głowy. Dla jasności poniżej umieszczam odpowiedź z firmy Petzl (Jeden z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych producentów kasków i hełmów ochronnych)

"Hello
Because of the ventilation and the resistance of the chinstrap (25 daN), the ALVEO helmet can not be certified EN397.
No ALVEO helmets are certified EN397, only the VERTEX ST is passing the EN397 requirement standard
Staying at your disposal

All the best

Technical Question Service
+33 (0)4  76 92 09  00  /  technicalquestion@petzl.com"

Tłumaczenie odpowiedzi z działu technicznego firmy petzl: "Ze względu na wentylację i wytrzymałość paska podciągającego (25 daN) kask ALVEO nie może być certyfikowany zgodnie z normą EN397.

Żadne hełmy ALVEO nie posiadają certyfikatu EN397, tylko VERTEX ST spełnia wymagania normy EN397"

Kask ALVEO  - zgodny z normą PN - EN 12492              Hełm VERTEX ST - zgodny z normą PN-EN 397

Jednym słowem kaski zgodne z normą PN-EN 12492 nie mają wstępu do zakładów oraz na budowę. Jak zgniecenia boczne w obu normach nie wykluczają się to wytrzymałość paska podbródkowego w oby tych normach wyklucza się. I pisanie tego typu opisów:
"Kask Alveo Vent biały PETZL
Opis na Polskich stronach tego hełmu
Certyfikaty: CE EN 12492 *, UIAA, ANSI Z89.1-2009 Type I Class C. *zgodny z wymaganiami normy EN 397 i normy EN 12492 dotyczącymi ochrony przed uderzeniami. Spełnia dodatkowe wymagania normy EN 397: jest odporny na boczne deformacje i niskie temperatury."
Jest tylko zabiegiem marketingowym, a nie profesjonalnym informowaniem klienta o spełnianych normach przez hełm/kask.
O hełmach do pracy na wysokości poniżej napiszę więcej, bo to temat warty uwagi z powodu korelacji wygody, ceny i designu.

W tym miejscu jednak skoncentruje Twoją uwagę na fakt, iż nie każdy hełm może ochronić głowę podczas uderzenia: czasami hełm jest tylko pozoracją hełmu:




Jak czytamy w  Poradniku do samodzielnej kontroli stanu technicznego środków ochrony indywidualnej, wyd. CIOP PIB, Warszawa 2010 r.
Za wynik negatywny podczas sprawdzania skorupy hełmu należy uznać uszkodzenia typu:
  • pęknięcia powierzchniowe oraz przez całą grubość skorupy
  • identyfikowalne wzrokowo deformacje
  • odbarwienia i przebarwienia dużych powierzchni (ponad 10%)
  • głębokie otarcia o dużych powierzchniach (ponad 10%),
  • odpryski materiału skorupy o dużej powierzchni lub powodujące powstanie fragmentów o ostrych kształtach
  • poszczerbienia brzegu powodujące powstanie ostrych fragmentów.

Termin użytkowania hełmów  jest nie dłuższy niż przewidział to producent w swojej instrukcji użytkowania. Z praktyki mogę jednak powiedzieć, iż jest to okres najczęściej 5 lat od daty produkcji.
Poniżej z mojej kolekcji "czapek" zdjętych z głów pracowników.
 hełm przytopiony przez temperaturę hełm wyprodukowany pod koniec lat 90-tych (zdjąłem go z głowy pracownikowi w 2016 r.)

 hełm z wentylacją samoróbką, zmianą koloru z białego na czarny

i czaszą wzmocnioną plastykową szybkozłączką tzw. trytytką.

Historia tego kiedyś białego hełmy ze zdjęcia powyżej jest też dosyć ciekawa. Pracownik chodził co najmniej dwa razy dziennie obok magazynu, z którego mógł pobrać nowy hełm ale nie pobierał, jak zapytałem dla czego noś uszkodzony hełm, jak przecież codziennie przechodzi kilka razy dziennie obok magazynu powiedział, że żeby wziąć nowy hełm musiałby protokół zużycia i tam jest kilka podpisów, a on nie ma czasu za tym chodzić. Komentarz jest chyba do tego zbędny. Kazałem temu pracownikowi iść z sobą do magazynu, w magazynie kazałem wydać od razu hełm, a dokumenty kazałem pracownikowi zrobić jak będzie kończył zmianę. Podejście do magazynu i wydanie nowego hełmu pracownikowi trwało ok. 5 do 7 minut.
 
Zainteresowanym polecam Poradnik CIOP, który można pobrać z: http://archiwum.ciop.pl/50290 Znajdziecie tam wytyczne do szczegółowej kontroli hełmów ochronnych: sprawdzanie paska podbródkowego, sprawdzanie pasa głównego hełmu, sprawdzanie więźby hełmu.

Na instalacjach, gdzie zagrożeniem jest wysoka temperatura większość hełmów nie sprawdza się, co widać po przytopieniach na hełmach z mojej kolekcji. Do pracy w podwyższonych temperaturach warty uwagi jest hełm G3501 firmy 3M, który jest dopuszczony do stosowania w przedziale temperatur od -30°C do +150°C, gdzie większość hełmów dopuszczonych jest do pracy w zakresie -30 do +50.

Ważnym elementem, na który wcześniej nie zwracałem jest fakt iż tam gdzie na stanowiskach pracy jest zapylenie dla komfortu pracy należy wybierać hełmy bez wentylacji, bo jak to określił mi kiedyś jeden z pracowników, który dostał do testowania hełm G3501 z powodu pracy w podwyższonych temperaturach, a nie z powodu zapylenia po testach jak go zapytałem czy lepiej mu się pracuje w nowym hełmie powiedział:  "Teraz to przynajmniej na łeb się nie sypie" - hełm ten z oczywistych powodów nie ma wentylacji.

Teraz kilka dowodów że hełm nie jest dla ozdoby tylko dla ochrony:




Historia tego hełmu jest bardzo ciekawa. 


Pracownik wchodził po konstrukcji, aby zdjąć plandekę którą wiatr na nią zwiał. Konstrukcja miała wysokość ok. 8 m. pracownik stojąc stopami na ok. 6 złapał się za element widoczny na zdjęciu poniżej. Element ten nie był niestety przymocowany do konstrukcji. Leżał tylko na niej.


Element ten ważył 64 kg. Po tym jak pracownik złapał się za ten element został  uderzony rogiem tego elementu w głowę. Hełm nie pękł tylko mocno się odkształcił i zsunął się z jego głowy, ale nie spadł dzięki temu iż miał zapięty pasek podbródkowy, który się tylko nieco wypiął. Pierwsze co przychodzi do głowy to pewnie gość spadł i się zabił, albo ma poważne obrażenia głowy. Nic bardziej błędnego człowiek ten dzięki temu iż miał hełm z zapiętym paskiem podbródkowym, bardzo dobrze był asekurowany przez środki ochrony osobistej chroniące przed upadkiem z wysokości jedynym urazem jaki miał to rozcięte powłoki skóry głowy, które wymagały założenia dwóch szwów. Po zrobieniu tomografii głowy i założeniu szwów na głowie został wypuszczony ze szpitala do domu.



Krótki przegląd tych najpopularniejszych hełmów do pracy na wysokości.

Najtańszy z zestawu, ale całkiem przyzwoity i komfortowy ALPINWORKER firmy CERVA ok. 60 zł
Evo LITE firmy JSP - średnia półka cenowa nieco powyżej 100 zł
Granite wind Delta Plus - średnia półka cenowa nieco powyżej 100 zł



Ekain firmy Irudek niższa półka cenowa do 100 zł


Evo Lite Hight Protekt też do 100 zł

G3000 Peltor marka firmy 3M też z półki do 100 zł, niestety pasek należy dokupić osobno

i tu mamy Kask firmy Kask, ale to hełm - cena dużo przesadzona jak za Petzle trzeba zapłacić ok. 300 zł komfort noszenia jak Irudka Ekain więc po co przepłacać :)
Nowość na rynku hełm SecureFit X5000 firmy 3M - wygodny bardzo, ale ta cena do Kaska Plazmy porównywalna...

A tu niepozorny zawodnik - hełm Thor, co prawda na zdjęciu bez paska podbródkowego 4 punktowego, ale w wersji z paskiem występuje i kosztuje ok. 25 zł

A tu hełm MK8 Evolution firmy JSP zgodny z normą EN 397 oraz i tu ciekawostka normą EN 14052 (o zwiększonej wytrzymałości na uderzenia)


Mój osobisty wybór padł na Ekaina Irudka, jak zobaczyłem go i przymierzyłem na szkoleniu z przeglądactwa sprzętu firmy Irudek powiedziałem muszę go mieć. Nosi się dobrze lekki i komfortowy.Choć muszę przyznać że noszę go na przemiennie z SecureFitem 3m. Choć ten hełm z 3M ma bardziej wygodną więźbę i jest nieco lżejszy, ale ma jeszcze niedopracowany pasek podbródkowy i nieco wykończenie tego paska podrażnia mnie przy dłuższym noszeniu.


Podsumowanie: Hełm ochronny aby chronił musi być dobrany odpowiednio do zagrożeń. Musi być wygodny, aby pracownik chciał go nosić. Należy również pamiętać o okresowych przeglądach i natychmiastowym wycofaniu hełmu, który straciła swoje właściwości ochronne. Tak zwany protokół zniszczenia uszkodzonego hełmu to rzecz wtórna, skuteczna ochrona głowy to rzecz pierwotna i najistotniejsza. Moje obserwacje pokazują iż bardzo istotne jest również noszenie hełmu z zapiętym paskiem podbródkowym przy pracach na wysokości - wielu poszkodowanych przeżyłoby upadek z wysokości gdyby hełm nie spadł im podczas upadku z głowy.

niedziela, 29 lipca 2018

Pozwolenia, zezwolenia i inne (nie)zbędne dokumenty w zakładzie.

Czasami w ramach patrolu interwencyjno - obserwacyjnego przejeżdżam po którymś z zakładów, w którym jako firma mamy obsługę bhp. Tak też było w czwartek 26.07,  robiłem przejażdżkę po jednym z zakładów przemysłowych gdzie wspieramy etatowego pracownika służby bhp z tego zakładu. Będąc już na końcu zakładu, kiedy miałem nawracać widzę taki oto obraz:


Panowie chwilę wcześniej ustawiali słup oświetpeniowy wzdłuż torowiska. Trzej Panowie w tzw. czapkokask dodatkowo jeden z nich miał krótkie spodenki. Taki widok wzbudził mój niepokój. Zatrzymałem się, przedstawiłem się i imienia, nazwiska i funkcji i pytam czy Panowie wiedzą dla czego zatrzymałem się. Oczywiście nie wiedzieli. Pytanie pomocnicze zadaję czy wiedzą jakie środki ochrony indywidualnej obowiązują na zakładzie na którym teraz wykonują pracę. Coś zaczynają przebąkiwać o hełmach, ale od razu kontra jednego z nich że oni są elektrykami i czy jak nic im na głowę nie spadnie. W tym momencie ich trochę wyprostowałem, iż na tym zakładzie obowiązują hełmy ochronne, a nie lekkie hełmy przemysłowe. 

Wyjaśnienia co to lekki hełm przemysłowy. Opis z wstępu do normy PN - EN 812: "W niniejszej Normie Europejskiej określono wymagania fizyczne i funkcjonalne, metody badań oraz wymagania w zakresie oznakowania przemysłowych hełmów lekkich. Przemysłowe hełmy lekkie są przeznaczone do ochrony użytkownika przed skutkami uderzeń głową o twarde, stałe przedmioty o określonej ostrości, które mogą spowodować uszkodzenie lub inne urazy powierzchniowe. Przemysłowe hełmy lekkie nie mają na celu ochrony przed upadkiem, rzucanymi obiektami, ruchomymi czy zawieszonymi ładunkami. UWAGA Przemysłowy hełm lekki nie powinien być mylony z przemysłowym hełmem ochronnym, zgodnym z EN 397".

Przechodzę do kolejnego pytania, a w zasadzie prośby o pokazanie dokumentów na podstawie, których wykonuj pracę na tym zakładzie. Na zakładzie tym każda firma zewnętrzna wykonująca pracę musi posiadać Polecenie na wykonanie pracy. Jest to pisemne pozwolenie na wykonanie konkretnych prac w konkretnej części zakładu. Do prac oraz do miejsca na zakładzie są identyfikowane konkretne zagrożenia i jest określony sposób zabezpieczenia się przed tymi zagrożeniami. Oprócz tego w poleceniu jest określony koordynator ze strony zakładu oraz kierujący zespołem wykonujący pracę, a jeśli dotyczy tego zakres prac (prace energetyczne)  to również należy określić tam dopuszczającego do tych prac.  Do tego polecenia dochodzi protokół wejścia w teren, od którego należałoby zacząć bo jest to podstawa uzgodnienia prac pomiędzy przedstawicielami zakładu, przedstawicielami wykonawcy prac. Ponadto jeśli byłby wykonywane prace gazoniebezpieczne/w przestrzeniach ograniczonych lub prace pożarowo niebezpieczne musiałyby być wystawione zezwolenia na te prace. Ważną informacją jest również to iż są to dokumenty z maksymalnym terminem ważności. Żadnego z tych dokumentów niestety pracownicy nie mieli przy sobie, a osoba kierująca tymi pracami w chwili mojej interwencji stwierdziła, iż ma Pan K. Specjalista nadzorujący ten obszar zakładu, ale jest on teraz na urlopie. Prace przerwałem i napisałem email do Pana K. oraz powiadomiłem etatowe służby z zakładu oraz naszego rezydenta w tym zakładzie i jak się okazało rozpętałem burzę tym emailem. Sprawa oparła się o Wiceprezesa Zarządu tego zakładu, który o mało nie ściągnął tego specjalisty z urlopu. Specjalista ten dzwonił do mnie późnym popołudniem w czwartek z prośbą abym w piątek osobiście dopilnował poprawności tych dokumentów, bo jego współpracownik je rano zrobi. Dokumenty na drugi dzień było zrobione... (to zamiast komentarza do jakości tych dokumentów. Całe szczęście, że w tej sytuacji nie musiałem sprawdzać tych dokumentów lub ich braku w sytuacji kiedy doszłoby do poważnego wypadku.

Wspominałem na początku lipca o tym, iż prowadzę postępowanie powypadkowe po wypadku, który potencjalnie mógł skończyć się śmiercią poszkodowanego. Podczas analizy tego wypadku odkryliśmy nieprawidłowości w zakresie dokumentacji, która była wypełniana przed dopuszczeniem brygady poszkodowanego do wykonania pracy. Firma - nasz klient miała za zadanie wymienić trasy kablowe w kilkunastu tunelach kablowych oraz przy okazji otwarcia komór kablowych, w których były tunele miała częściowo wymienić lub wyremontować podesty i drabiny komunikacyjne znajdujące się nad tunelami i w nich oraz wymienić lub wyremontować drzwi do komór kablowych. Z zakresu prac wynikami, iż 95 % prac to prace elektryczne a 5 % to prace ślusarsko - montażowe. Protokół uzgodnień - czyli dokument na podstawie, którego wykonawca czyli nasz klient miał wykonywać prace w miejscu, czasie i sposobie określonym w protokole uzgodnień wraz z załącznikami oceną ryzyka dla zadania oraz planem organizacji robót. Dokumenty te były pisane kilka miesięcy przed rozpoczęciem faktycznego wykonania prac. W opracowaniu dokumentów oraz uzgodnieniach po obu stronach brali udział elektrycy - w zespole nie było żadnego ślusarza, spawacza, ani montera. Reprezentowanie obu stron wyłącznie przez elektryków spowodowało, iż o 5% prac ślusarsko - montażowych w ogóle nie wspomniano i nie zaplanowano ich bezpiecznego wykonania.
Dzień wypadku był pierwszym dniem pracy w pierwszej parze  komór. W dniu wypadku były wygenerowane takie dokumenty jak polecenie pisemne na wykonanie pracy w ograniczonej przestrzeni (tunelach kablowych), ocena ryzyka dla zadania (ponownie wykonana dużo uboższa niż ta pierwsza), oraz protokół zabezpieczenia przeciwpożarowego prac niebezpiecznych pod względem pożarowym oraz zezwolenie na wykonanie prac gazoniebezpiecznyrzech/ w przestrzeniach ograniczonych.
Błędy które pojawiły się podczas wypełniania dokumentacji to m.in. opracowywanie oceny ryzyka dla zadania bez wizji lokalnej miejsca wykonywania prac. Dokumenty drukowane tj. oceny ryzyka była drukowane z tzw. gotowych dokumentów, wcześniej opracowanych do podobnych prac przez kolegę z pokoju osoby odpowiedzialnej po stronie zakładu za rejon prac (osoba odpowiedzialna ze rejon to mistrz elektryk w wieku tuż przed emeryturą). Pomiar CO, O2 i tlenu były wykonywane w komorze nr 2 a nie w komorze nr 1 do której mieli pracownicy wchodzić. Jako sposób zabezpieczenia prac w przestrzeniach ograniczonych jakimi są tunele kablowe wpisano pochłaniacze wielogodzinne CO, gdzie jak ustalił zespół dokonujący analizy wypadku nie ma takiego zagrożenia jak CO, natomiast jest ryzyko niedoboru tleny. W szczególności kiedy byłyby wykonywane prace spawalnicze, czyli byłby w środku proces spalania. W przypadku ryzyka niedoboru tlenu bardziej celowy byłby miernik zawartości tlenu w atmosferze oraz aparaty ucieczkowe. Do wykonania prac nie zostało wydane zezwolenie na pracę na wysokości, choć zespół analizujący wypadek po wizji lokalnej miejsca wypadku stwierdził iż podest nie był w pełni obarierowany, było duże ryzyko upadku więc były to prace na wysokości wymagające wystawienie takiego zezwolenia. Ponadto przeglądu podestów w tej komorze dokonywała miesiąc przed wypadkiem brygadzista elektryk, który nie był kompetentny w przeglądzie konstrukcji - bardziej kompetentny byłby ślusarz. Brygadzista dokonujący przeglądu nie korzystał z opracowanej przez zakład listy kontrolnej służącej do przeglądu podestów i nie zidentyfikował wszystkich nieprawidłowości w podeście, a tym samym podest nie został oznakowany jako niebezpieczny i wyłączony z eksploatacji.
Część z tych nieprawidłowości nie była przyczyną wypadku, część była przyczyną pośrednią, a niektóre były przyczyną bezpośrednią wypadku.

Dziś nie tylko o błędach w dokumentacji typu pozwolenia, zezwolenia itp. dokumenty ale też o dobrych praktykach. Jakiś czas temu na jednym z projektów widziałem kolorowe druki dokumentów i to ma rację bytu. Kolor pozwala łatwo zidentyfikować rodzaj pozwolenia.

  ogólne pozwolenie na pracę                                  pozwolenia na pracę energetyczne

    pozwolenie na pracę na wysokości                       pozwolenie na pracę pożarowo niebezpieczne

 pozwolenie na pracę w przestrzeniach zamkniętych                                 pozwolenie na pracę w wykopach

Niestety same dokumenty nawet z najbardziej intuicyjnymi zworami i formularzami to nie wszystko. Opracowałem dla jednego z klientów przewodnik do wypełniania tego typu dokumentacji wraz z podpowiadaczem do doboru środków profilaktycznych, bo z tym też mieli kłopot pracownicy odpowiedzialni za tą dokumentację, jak któryś z pracowników go przeczytał i pomagał sobie w wypełnianiu i opracowywaniu dokumentacji to było widać poprawę jakości tych dokumentów. Jednak widać u części z osób funkcyjnych odpowiedzialnych za opracowywanie tych dokumentów i wypełnianie formularzy, iż nawet nie zajrzeli do przewodnika, bo nadal były błędy w ich wypełnianiu.

Podsumowanie: Wszelkie dokumenty typu pozwolenia, zezwolenia, protokoły wejścia w teren, czy protokoły uzgodnień są skutecznym narzędziem w organizacji bezpiecznej pracy oraz są skuteczną ochroną osób kierujących pracą, a także tak osób odpowiedzialnych za dany obszar gdzie są wykonywane prace pod warunkiem, że opracowywane rzetelnie, a nie kopiowane czy opracowywane z gotowców. Gotowce czy podpowiadacze mogą by tylko pomocą bo nie ma w tym nic złego. Ważne jest aby czytać to co się opracowuje i wydaje do użytkowania. Dokumenty tego typu muszą być Funkcjonalne i użyteczne.

poniedziałek, 23 lipca 2018

Ochrona dłoni przed uszkodzeniami mechanicznymi

Kolejny tydzień pełen wyzwań za mną. Spotkania z nowymi klientami; dalsza analiza wypadku, który mógł skończyć się śmiercią pracownika, ale skończył się porozcinaną lewą dłonią; szkolenie z ratownictwa wysokościowego dla członków grup ratunkowych i szereg konsultacji w sprawach organizacji bezpiecznej pracy na wysokości i w przestrzeniach ograniczonych.

Dziś jednak powracam do tematu związanego trochę z wypadkiem, o którym piszę powyżej, a trochę w związku z moimi poszukiwaniami, które trwają od kilku miesięcy. Ochrona dłoni bo o tym chciałbym dziś napisać.

Ochrona w rękawicach jest to temat ważny, ale często marginalizowany. Bardzo często jak na jakimś projekcie (nadzorze bhp, audycie etc.) spotykam się z wymaganiem ciągłego noszenia rękawic ochronnych to widzę pracowników w tzw. wampirkach. czyli rękawicach w I klasie ochronnej "chroniących" tylko przed zabrudzeniami i niewielkimi uszkodzeniami mechanicznymi, a tak naprawdę nie posiadających żadnych właściwości ochronnych, o których mówi norma PN-EN 388:2017 zastępująca normę  PN-EN 388:2003.

Poniżej oznaczenia na rękawicach, które świadczy o właściwościach ochronnych rękawic tzw. ochrona przed uszkodzeniami mechanicznymi.

                                                                  wg. normy z 2003 r.                       wg. normy z 2017 r. 

Zanim jednak o testach  to rozszyfruję co ten magiczny kod pod tarczą z młotkiem oznacza:
źródło: materiały edukacyjne firmy MAPA Professionell

Szczegółowe wyjaśnienia opisów o oznaczeń na starej i nowej normie znajdziecie pod linkiem: materiały edukacyjne na moim OneDrive  (materiały firm Ansell i MAPA), a jak ktoś lubi wizualizację w animacji to polecam:

Poniżej przedstawiam wyniki mojego testu kilku par rękawic. Od razu uprzedzam, iż nadal szukam pary idealnej. Pod każdą parą opiszę plusy i minus modelu prezentowanego.


Rękawice te wyglądają trochę jak no-name, ale jeśli chodzi o właściwości ochronne są numer jeden 4543 i nawet ta trójeczka jest ok. testowałem na zakłucia w ostatnią sobotę. Miałem zlecenie od żony na wyrwanie z jakichś dwóch krzaków z ogrodu, które miały wredne i kłujące kolce. Założyłem rękawice widoczne na zdjęciu i nawet szczególnie nie zastanawiając się rzuciłem się do wykopywania i wyrywania krzaczyska i oprócz jednego delikatnego ukłucia w czubek palca nic nie poczułem tylko wyjąłem z samej rękawicy powbijanych w nią kilku kolcy. Wcześniej poddawałem rękawice lewą próbie noża tapeciaka. Pomimo siły z jaką próbowałem tą rękawicę przeciąć trzy lub czterokrotnie jedyną krzywdę jaką jej zrobiłem to te trzy małe dziurki widoczne na rękawicy po lewej stronie. Żaden człowiek, ani zwierzę w próbie nie ucierpiało, powiem więcej przy tych rękawicach to nawet kawałek drewna który symulował rękę nie ucierpiał. Zastanawiacie się pewnie co to za rękawice. W tym miejscu muszę napisać o dużej jak dla mnie wadzie tych rękawic. Bardzo nietrwałe oznaczenia i brak metki z oznaczeniami właściwości rękawic, modelu i producenta. Jedyne co wiem o tych rękawicach iż producentem ich jest firma Wutrh, bo od nich na promo je kupowałem. Cena ich też była z tego co pamiętam  dobra bo ok. 10 zł brutto chyba. do tej pory dzielnie  się trzymają i żadnych oznak zmęczenia po nich nie widać choć kupione były początkiem maja, i korzystam z nich w najtrudniejszych chwilach kiedy mam potrzebę ochrony rąk. Wadą tych rękawic jest również to iż nie można ich szybko zdjąć z dłoni i są nie za bardzo chwytne tzn. nie układają się za bardzo na palcach.

W zderzeniu z 4543 Wurtha poddałem tym samym nożem rękawice z tzw. koziej skórki i materiału o parametrach 1121, czyli nie tylko bród i kurz, jak u wampirek ale coś tam mających chronić. Niestety z tapeciakiem nie miały najmniejszych szans. Co widać poniżej.

 
Nic innego dobrego nie można o nich powiedzieć. A nie przepraszam, w miarę dobrze chronią przed pyłem.

Grubsza kozia skórka i w całości również dobrze chroni przed zabrudzeniem smołą koksowniczą i fenomenalnie przed pyłem węgla, koksu i cementu.


Piktogramu z właściwościami ochronnymi brak, choć całkiem dobrze się je nosi i w miarę długo się trzymają, choć na rozerwania nie mają testów robionych.

Rękawice, które z przyjemnością wziąłem do testów, ale niestety same superlatywy mogę pisać o komforcie noszenia, dopasowania do dłoni, szybkim zakładaniu to o właściwościach ochronnych już gorzej się wypowiem, a o szybkości zużycia poprzez rozprucia to szkoda mówić bo rozczarowują.
Te Tegera rękawice, bo tak się ta marka nazywa na zdjęciu poniżej jeśli chodzi o chwytność są rewelacyjne 11 na 10 - potrafiłem z nich obsługiwać telefon z dotykowym ekranem. Jednak bardzo szybko gumka ściągacz przy nadgarstku się uszkodziła i stosunkowo same z siebie nawet nie poddawane zbyt dużemu obciążeniu porozchodziły się na szwach. Faktem jest że miałem je bardzo bobrze dopasowane.


Całkiem komfortowe i chwytne były też te Tegera rękawice, choć niestety jeśli chodzi o właściwości ochronne również nie grzeszą żadną trójeczką, tylko wszystko poniżej. Niestety poddane pyłowi podczas testu ze skuwaniem tynku wapiennego z ścian i pracy łopatą wymiękły stąd te "obrażenia" widoczne na zdjęciach poniżej. 


Dużym plusem rękawic marki TEGERA jest również obok komfortu noszenia i chwytności etykieta w postaci trwałej wszywki z oznaczeniami właściwości, które nawet po kilku praniach nie niszczą się. Też to testowałem.

Podsumowanie: To czego ja, jak i pewnie każdy pracownik szuka w rękawicach mających chronić przed uszkodzeniami mechanicznymi skutecznej ochrony i wytrzymałość na zużycie jak u tych pierwszych omawianych Wurthów i komfortu noszenia jak u tych TEGERA, zapinanych na rzepy. 

Jeśli ktoś z czytelników miałby do polecenia jakieś rękawice spełniające moje powyższe oczekiwania proszę o informację o komentarzach lub w wiadomościach prywatnych, z góry dziękuję bo dalej ideału do ochrony dłoni poszukuję :)







niedziela, 15 lipca 2018

Test masek przeciwpyłowych.

W dniach 3-4 lipca 2018 r. rozpocząłem remont ostatniego pokoju kamienicy, którą moja żona od swoich rodziców otrzymała. Po rozbudowie w górę i w bok jaką dokonałem od 2011 r. nie można poznać iż najstarsza część tego budynku ma ponad 130 lat. Jedyny dowód na to to ściany które maja ok. 60 cm grubości i są wykonane w kamienia wapiennego. Wapienny był również tynk który w ramach remontu skuwałem ze ścian.

Tynk wapienny, który był pewnie kilkadziesiąt lat temu kładziony w miarę łatwo odchodził ze ścian, ale potężni pylił.

W ramach tej pracy postanowiłem zrobić test porównawczy masek przeciwpyłowych. 

W zasadzie ten pomysł przyszedł mi po pierwszym dniu pracy. Pierwszego dnia pracowałem w masce 3M, ale filtr nieci zużył mi się i postanowiłem kupić nowy. Po zajechaniu jednak do najbliższej hurtowni ze sprzętem bhp, okazało się że nie mają do mojej maski filtrów. Postanowiłem więc kupić inna maskę i filtry do niej i tak oto narodził się pomysł testów.

Producent
Maskpol
3M
Foto poglądowe zestawów testowanych



Typ maski
MP12/5
7503
Typ filtra podczas testów
P2
P3
Umiejscowienie filtra
Po bokach
Po bokach
Zakładanie filtra
Filtr aplikuje się do komory i przykręca pokrywą
Filtr aplikuje się za pomocą nałożenia go w odpowiedni sposób na wcięcia w masce i przekręca się aby został zablokowany. Nie za każdym razem natrafia się w odpowiedni sposób na wcięcia
Nagłowie
Wygodne bez zastrzeżeń
Wygodne bez zastrzeżeń
Taśmy mocujące
Wykonana z materiału który po zabrudzeniu zaczyna parcieć
Wykonana z materiału, który nawet po zabrudzeniu utrzymuje swoje właściwości
Regulacja taśm
Czym większe zabrudzenia na masce tym trudniej
Bardzo łatwa, nawet przy zabrudzonych
Rodzaj materiału maski
Guma, komfort noszenia nie był najgorszy, jednak cały czas było czuć nieprzyjemny zapach gumy
Silikon, duży komfort noszenia i wygody
Opory oddechowe i zawór wydechowy
Pomimo że filtr był tylko P2, to zarówno przy wdechu i wydechu było czuć opory i utrudnienia. Filtr często zapychał się i nawet trzepanie go nic nie dawało - trzeba było wymienić go całkowicie
Filtr P3, a w zasadzie nie były wyczuwalne opory oddechowe, a jak były to wystarczyło wytrzepać filtr. Oporów przy wydechu nie było wyczuwalny.
Skuteczność filtracji
Niestety w nosa za każdym razem było nieco kurzu w postaci brudnych "kóz"
Nie było w ogóle kurzu w nosie
Cena maski
65 zł brutto
110 zł brutto
Cena kompletu filtrów
3 zł podczas testów w ciągu ok. 4 godzin były zużyte 3 komplety (9 zł)
18 zł podczas testów wciągu ok. 4 godzin był zużyty jedne filtr
Uwagi
Występuje również w wersji silikonowej
Występuje w tańszej wersji 6200

Podczas czyszczenia jednych i drugich filtrów uświadomiłem sobie, że gdybym nie używał maski przeciwpyłowej to ten cały pył osiadł by mi na drogach oddechowych. Myślę iż za dużo się nie pomylę jak napiszę iż mogło by być go nawet 200 g.
Wnioski: za komfort i bezpieczeństwo trzeba płacić, czasami więcej jednorazowo, ale w perspektywie czasu to i tak się nam to zwróci, bo zdrowie i życie nie mają ceny, której nie warto byłoby zapłacić.

piątek, 13 lipca 2018

Słowem wstępu.

Po założeniu bloga obiecywałem sobie, iż będę publikował 2-3 razy z tygodniu, ale wyszło jak często wychodzi u behapowców, awaria, wypadek i plany najbliższe dni trzeba zmienić.

25 czerwca byłem razem z kolegą Jurkiem z naszej firmy na spotkaniu z Inspektorami Pracy m.in. z Panią Inspektor Wiesławą, moim autorytetem w bhp budowlanym. Spotkanie odbywało się w ramach podsumowania pierwszego okresu budowy trzech odcinków budowy drogi ekspresowej S7 Naprawa - Rabka Zdrój. Nasz klient buduje najciekawszy odcinek Naprawa - Skomielna Biała. Na odcinku tym ma powstać tunel o długości 2 km.

 Widok długości części jednej z komór tunelu pod górą Mały Lubień.
 Widok przodka wyrobiska (część górnicza)

Jeszcze dobrze nie spotkanie się nie rozpoczęło, a Jurek dostał telefon, że na jednym z dużych zakładów na śląsku, gdzie remont robi nadzorowana przez Jurka firma zdarzył się wypadek. Pod pracownikiem zarwał się podest i spadł 3 m w dół do kanału kablowego. Zakład na którym był remont to firma bardzo dbająca o bhp i każdy nawet najdrobniejszy wypadek traktują poważnie. Pracownik miał dużo szczęścia ponieważ skutek wypadku to tylko, albo aż porozcinana lewa dłoń pracownika. Pracownik miał na głowie hełm ochronny z podpiętym paskiem podbródkowym i dzięki temu nie doszło do żadnego urazu głowy. Niestety nie miał żadnych rękawiczek i stąd te urazy dłoni. Choć nie wiem czy "jakieś" rękawiczki dałyby radę ochronić go przed urazem dłoni. O właściwościach ochronnych rękawiczek już niebawem będę pisał bo mam już materiał w dużej  mierze przygotowany. Wracając jednak do samego wypadku. W rozmowie Jurka z kierownikiem, który zgłaszał wypadek okazało się, iż wypadek miał podwykonawca firmy nadzorowanej przez Jurka i tym podwykonawcą jest firma, której oddział w Częstochowie ja nadzoruje i pracownik poszkodowany jest z tego właśnie oddziału. Szybka konsultacja z Jurkiem i wysyłamy na oględziny miejsca wypadku Darka naszego kolegę z firmy, który akurat w pobliżu zakładu, gdzie zdarzył się wypadek nadzoruje inną budowę. W tym miejscu muszę zatrzymać się na chwilę refleksji związanej z przewagą działania w zespole niż być wolnym strzelcem. Gdyby nie to że działamy w zespole, a zespół nie jest mały bo obecnie liczy kilkadziesiąt osób, to byśmy z Jurkiem drapali się po głowie i zastanawiali  czy zostać na spotkaniu pod Rabką Zdrój czy wracać na Śląsk aby dokonać oceny miejsca zdarzenia, a tak jeden telefon i po 20 minutach od zgłoszenia Darek był na miejscu wypadku i dokonał pierwszych oględzin.

O całym moim doświadczeniu związanym z prowadzeniem postępowania wypadkowego po tym wypadku napiszę jak skończy się postępowanie. Doświadczenie jest bardzo ciekawe, bo wypadek w skutkach ani śmiertelny (choć potencjalnie mógł być), ani ciężki, ani zbiorowy i choć w tych trudnych trzech kategoriach już prowadziłem postępowania to analizy tak dogłębnej jak do tego wypadku i tak wielowątkowej nie prowadziłem jeszcze. Od chwili wypadku 3 dni w tygodniu po ok. 8 godzin dziennie poświęcam na to postępowanie i na analizy z nim związane. To jest właśnie główny powód w opóźnieniu w starcie z właściwym cyklem publikacji na blogu.

Wracając na chwilę jeszcze do samej budowy tunelu. Budowa bardzo ciekawa i nietypowa z wieloma zagadkami, które powodują nasuwającą się refleksję iż Polskie prawo w zakresie budów tuneli musi się zmienić. Na budowie tej panuje dualizm prawa, prawo budowlane i górnicze. Tunel jest w pewnym stopniu traktowany jako zakład górniczy, choć zagrożenia jak dla zakładu górniczego nie są typowe, jak na zagrożenia dla budowy również. Czasami jeździmy z Jurkiem razem na tą budowę  bo ja jestem specjalistą od budowlanki, a Jurek od kopalni (jest emerytowanym behapowcem górniczym).

Wniosek końcowy: Siłą pracowników służby bhp jest działanie w zespole - samotny kowboj mniej zdziała niż zespół.